Dyskoteka. Dwa pokoje w lokalu. W jednym ja i moi znajomi, w drugim cała śmietanka naszej szkoły, w tym moja najlepsza przyjaciółka. Nie muszę chyba tłumaczyć, że dwa światy odległe od siebie tak bardzo, jak to tylko możliwe. Całkiem dobrze bawiłam się wśród swoich, "niepopularnych". Ale że przez śmietankę całkiem wyklęta nie jestem, postanowiłam zobaczyć, "jak się szlachta bawi". No więc wchodzę. Co widzę? Widzę mnóstwo par oczu gapiących się na mnie szyderczo. Na czele moja przyjaciółka z jakimś chłopakiem. Z tego co pamiętam - znam go, ale nie lubię, ale kto to był - ni cholery. Dają znak DJ-owi. W tym momencie rozlega się muzyka. W zasadzie ciężko to muzyką nazwać, dość, że była to jakaś przeróbka, mająca na celu ośmieszenie mnie, wiele razy padało w niej moje nazwisko. No i co, no i zrobiło się nieciekawie, prawie pękłam na środku sali, ale nie, uciekłam do garażu. Słyszę, że zapowiadają poloneza. Siedzę i knuję zemstę. W tym momencie przychodzi chłopak, którego znam, lubię, ale w życiu nie brałabym pod uwagę, jeśli chodzi o partnera na bal (bo bal gimnazjalisty przede mną, i to chyba o to rozchodziło się w tymże śnie). Pochodzi, zaprasza do tańca. Trzeba przyznać, że kulawy nie jest. Wchodzimy na salę, tańczymy w pierwszej parze, wszystkim kopary opadają, happy end.
Także teraz czekamy tylko na spełnienie. :)
Także teraz czekamy tylko na spełnienie. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz