środa, 4 kwietnia 2012

Marionetka

Dzisiaj miałam, najkrótszy, najbardziej symboliczny sen w swoim życiu. Moje kończyny i głowa były zawieszone na sznurkach. Pod stopami nie miałam żadnego podłoża, jakbym unosiła się na tych sznurkach w przestrzeni. Wokół mnie biało. Próbuję spojrzeć w górę, dostrzec, gdzie kończą się sznurki. Niestety są tak długie, że nie widzę ręki, która za nie pociąga.
Nagle czuję szarpnięcie całego ciała. Ktoś bardzo nerwowo mną poruszał, wręcz rzucał. Trwało to dłuższą chwilę, a ja nie mogłam nic zrobić. Byłam bezradna. W pewnym momencie szarpnięcie było tak mocne... że urwało mi głowę.
Oczywiście zaraz się obudziłam z wielkim WTF?! na twarzy.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Korowód

   Dyskoteka. Dwa pokoje w lokalu. W jednym ja i moi znajomi, w drugim cała śmietanka naszej szkoły, w tym moja najlepsza przyjaciółka. Nie muszę chyba tłumaczyć, że dwa światy odległe od siebie tak bardzo,  jak to tylko możliwe. Całkiem dobrze bawiłam się wśród swoich, "niepopularnych". Ale że przez śmietankę całkiem wyklęta nie jestem, postanowiłam zobaczyć, "jak się szlachta bawi". No więc wchodzę. Co widzę? Widzę mnóstwo par oczu gapiących się na mnie szyderczo. Na czele moja przyjaciółka z jakimś chłopakiem. Z tego co pamiętam - znam go, ale nie lubię, ale kto to był - ni cholery. Dają znak DJ-owi. W tym momencie rozlega się muzyka. W zasadzie ciężko to muzyką nazwać, dość, że była to jakaś przeróbka, mająca na celu ośmieszenie mnie, wiele razy padało w niej moje nazwisko. No i co, no i zrobiło się nieciekawie, prawie pękłam na środku sali, ale nie, uciekłam do garażu. Słyszę, że zapowiadają poloneza. Siedzę i knuję zemstę. W tym momencie przychodzi chłopak, którego znam, lubię, ale w życiu nie brałabym pod uwagę, jeśli chodzi o partnera na bal (bo bal gimnazjalisty przede mną, i to chyba o to rozchodziło się w tymże śnie). Pochodzi, zaprasza do tańca. Trzeba przyznać, że kulawy nie jest. Wchodzimy na salę, tańczymy w pierwszej parze, wszystkim kopary opadają, happy end.
   Także teraz czekamy tylko na spełnienie. :)

Miejska idylla

     Ostatniej nocy trafiłam w dziwne miejsce zwane liceum. Liceum to nie najgorsze, bo warszawska Poniatówka. Jestem prawie pewna, że było to coś w stylu tygodnia pokazowego, gdzie kandydaci mogli przez jakiś czas realnie uczestniczyć w lekcjach. Lekcje te były cudowne po prostu, wspaniała atmosfera, przyjaźni nauczyciele, przemili uczniowie. Szkoła również z zewnątrz była najpiękniejsza, jaką kiedykolwiek widziałam. Jakby jaśniała w blasku słońca na tle szafirowo niebieskiego nieba. Usytuowana była na wzgórzu praktycznie pozbawionym drzew i krzewów, a porośniętym jedynie trawą. Ale jakaż to była trawa! Najbardziej zielona, najbardziej trawowata trawa, jaka tylko może być. Jej kolor wręcz raził w oczy. Była gęsta przyjemna w dotyku jak włosy włoskiego amanta. Niedaleko wzgórza mieścił się staw. Patrząc na odbicie w wodzie ciężko było stwierdzić, które niebo jest prawdziwe, bo woda była tak czysta, a niebo tak jasne i czyste, że myliły wzrok.
    Idylla. Cały czas zastanawiam się jednak, o co chodziło z jedzeniem serka wiejskiego pod koniec snu...

Na początek

      Dlaczego temat snów? Ponieważ w nich zawarta jest nasza niemal cała podświadomość. Sny to odbicie tego, o czym marzymy, czego pragniemy ale i czego się boimy. Nie wspominając już o tym, że czasami bywają naprawdę porąbane.
     Zasadniczo blog stworzony został aby udokumentować senne doświadczenia moje i moich bliskich, nie spodziewam się rozgłosu, ani broń Boże nagłej sławy. Jednakże, jeśli ktoś lubi słuchać o snach innych ludzi, to serdecznie zapraszam. :)

Peace.